piątek, 10 października 2014

Życie w Obrazie

W źródłach swoich inspiracji zawsze wymieniałam, właściwie bez zastanowienia: własne doświadczenia, spotkania, podróże, moich mistrzów, ludzi którzy mnie fascynują z dziedziny sztuki, literatury, muzyki i nie tylko, wyliczałam ważne filmy, książki, muzykę, ostatnio jednak doznałam olśnienia, że się pomyliłam.

Przecież ja prawie nigdy nie malowałam z bezpośrednich inspiracji, a właściwie często obraz nad którym pracowałam pozostawiał dla mnie zagadką, tajemnicą, zestawieniem kompozycji, koloru, światła i nastroju, zabawą w opowieść, kreowaniem życia, które wydawało mi się interesujące do namalowania.

Życie obrazu budowałam zwykle trochę nieświadomie, intuicyjnie, ale po swojemu, niezależnie od inspiracji, bardziej z własnego wnętrza niż z zewnętrznego budulca, pomimo, że każde wnętrze naznaczone jest tym co go ukształtowało.


Katarzyna Karpowicz "Pociąg za murem zoo" 100x115, olej na płótnie, 2014

Patrzę na moje starsze obrazy dzisiaj i widzę je zupełnie inaczej, bardzo krytycznie, ale również czule, uważniej, rozumniej, są przedstawiające, życie, które dla nich wymyśliłam zatrzymało się w momencie, kiedy postanowiłam, że obraz jest skończony. Z pozoru. To życie trwa nadal i dyktuje mi już zupełnie inną historię, pomimo, że obraz się nie zmienił, to moje spojrzenie jest już inne.


Katarzyna Karpowicz z obrazem olejnym Joanny Karpowicz


Jako dziecko wielkości nogi od pracownianego stołu gapiłam się z przejęciem na płótna Ojca Sławomira Karpowicza i Matki Anny Karpowicz-Westner, oraz inne obrazy, które u nas w domu wisiały takie jak martwa natura zawężona w szarościach z czaszką konia Grzegorza Bednarskiego, bardzo abstrakcyjny, strukturalny pejzaż w brązach Zbigniewa Cebuli, autobiograficzna, pracowniana scena rodzajowa Lucyny Patality, w której jedna z postaci to ja -dziecko, Portret w Kapeluszu Isi Janty, mroczny, piękny i bardzo tajemniczy, oraz magiczne obrazy mojego Ojca Chrzestnego, Witolda Apro. Muszę tu zaznaczyć, że przez nasze mieszkanie przewijały się obrazy innych artystów, które stanowiły jedne z ważniejszych widoków z mojego dzieciństwa, pojawiały się na kilka lat, czyli dla mnie, na całą wtedy wieczność i znikały, ponieważ artyści jak sobie coś czasem wzajemnie darują, to później czasem to odbierają,  bo wystawa, konkurs, zrozumiała sprawa. Dzięki temu miałam okazję dorastać w otoczeniu różnych ciekawych obrazów, które na stałe mieszkały z nami lub pomieszkiwały tylko przez jakiś czas, lub, tak jak obraz Wacława Taranczewskiego były u nas przez chwilę, na przechowaniu.

Piszę o tym po to, żeby wyjaśnić czym jest dla mnie obraz i jak do tego doszło, że jestem przekonana, że życie w obrazie istnieje.


W pracowni Rodziców


  Jak się tak wpatrywałam w te obrazy, czasem uważnie, czasem przy okazji, innym razem, zupełnie przez przypadek, nieświadomie, zawsze wydawało mi się, że nie widzę powierzchownie samego płótna i farb, ale obserwuję życie, które namalował malarz. Wyobraźcie sobie, jak patrzy dziecko na przedmiot, jak może patrzeć na sztukę, jak może być to silne i wstrząsające doświadczenie dla dziecka wnikliwego, które jest w stanie skoncentrować się na obserwacji obrazu. Tu krótki apel do rodziców, muzeum, galeria i filharmonia to są miejsca również dla dzieci, nie trzeba dawkować dzieciom kultury, ograniczać do porcji dziecięcej lub co gorsze zdziecinniać. Warto pokazać dziecku album z malarstwem zamiast odblaskowej, krzykliwej bajki, najprawdopodobniej, w czasie wspólnego oglądania sztuki można się czegoś mądrego dowiedzieć od dziecka. Dziecko jest wrażliwe na detale i bezpośrednie w swojej szczerości, uważne, ma tą przewagę nad przeciętnym dorosłym.

Twierdzę, że malarz pozostaje dzieckiem do końca, także w moim postrzeganiu obrazu prawdopodobnie niewiele się zmieniło, jasne, doszło doświadczenie, wiedza, ale to często przeszkadza w postrzeganiu, dlatego czasem staram się zerwać z przyzwyczajeniami i przyjrzeć się czemuś na nowo. Po raz kolejny zachęcam wszystkich zasłaniających się dewizą "ja się nie znam na sztuce" do tego, żeby pomimo wszystko przyjrzeć się "życiu obrazu" bo naprawdę istnieje.

Tymczasem w obrazach trwa życie, ciche i tajemne, scena chociaż ta sama od lat nabrzmiewa treścią moich nowych doświadczeń. Oddaję obrazy w ręce nowych właścicieli, a życie w obrazie się nie zmienia, ale jest przecież inne, wyłowione spojrzeniem innych osób o różnych doświadczeniach. Obraz wisi na ścianie, życie w obrazie trwa, jest poza mną, ale ożywa w moim spojrzeniu.

  Patrzmy na obrazy, ożywiajmy je spojrzeniem, życie niezależnie od nas toczy się w obrazie, to obraz ożywia nasze życie.



Anna Karpowicz-Westner, "W pracowni", 95x85, olej na płótnie 2013





Anna Karpowicz-Westner, "Śpiąca w zieleni", 40x30, olej na płótnie, 2012




Anna Karpowicz-Westner, "Lato w małym miasteczku",75x85, olej na płótnie, 2011





Anna Karpowicz-Westner, "Na czerwonej sofie", 90x100, olej na płótnie, 2012







Sławomir Karpowicz





Sławomir Karpowicz




Sławomir Karpowicz





Sławomir Karpowicz







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz